Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kącik językowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kącik językowy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2015

Czym pachnie TANDEM?

3 komentarze | skomentuj (+)
     W dzisiejszych czasach jest coraz mniej rzeczy niemożliwych do spełnienia. Szczególnie, gdy chodzi o nasze pasje i marzenia.
     Chcesz nauczyć się grać na gitarze? Banalne, idziesz do sklepu, kupujesz sprzęt, a potem szukasz szkółki przykościelnej, domu kultury albo prywatnego nauczyciela, który przelałby swoją wiedzę na Ciebie... Malowanie? Gotowanie? Fotografia? Kurs, kurs, kurs i rosnąca satysfakcja, jeśli okazało się to tym, co nas rzeczywiście rajcuje. Podróż balonem? Hm... jedziesz do Krakowa i wskakujesz w balon nad Wisłą, skąd możesz podziwiać panoramę miasta ;) Język obcy? Najłatwiej rozejrzeć się za jakąś szkołą językową w okolicy, najlepiej taką z tradycją i rekomendacjami, a potem zapłacić tysia lub dwa za kurs i... nie mieć pewności, że po takim kursie naprawdę będzie się potrafiło porozumiewać w danym języku.
     Właśnie, języki obce. Nie bez powodu rodzice starają się zapewnić swoim pociechom dodatkowe zajęcia już w najmłodszych latach. Nie bez powodu - choć to przykre - temat dodatkowego angielskiego jest poruszany średnio na pierwszym zebraniu rodziców w szkole podstawowej. To takie przykre, że w wielu placówkach nauczanie języka obcego jest... no cóż...
     Może wkrótce się to zmieni? Kto wie.

środa, 3 września 2014

Krótko-długa przygoda z niemieckim

8 komentarzy | skomentuj (+)
http://dw.de

     Nie od dziś wiadomo, że jeśli coś umiemy, to musimy to udowodnić. W przypadku edukacji są to po prostu sprawdziany i egzaminy. My zakuwamy, potem piszemy, a następnie nauczyciele to sprawdzają, siedząc wieczorkiem przy lampce wina i mamrocząc pod nosem o tym, jacy z nas kretyni. Tak to sobie przynajmniej zawsze wyobrażałam ;) Dzisiaj jednak nie o szkołach i urzędnikach państwowych, tylko konkretnie o pewnym egzaminie z języka niemieckiego.

     Moja przygoda z niemieckim zaczęła się dość niejasno. To znaczy, gdy zapytasz kogoś, od kiedy uczy się danego języka, to powie Ci "no, od pierwszej podstawówki" albo od gimnazjum, liceum... Ja po raz pierwszy wpadłam na niemiecki już w zerówce, gdzie raz w tygodniu - w środy! - nasza wychowawczyni siadywała z nami na dywanie i uczyła nas podstawowych zwrotów. Liczenie do dwudziestu, zwroty grzecznościowe... i to na tyle. Ciężko to nazwać nauką, ale jakiś kontakt był.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Co dla samouka? - hiszpański

2 komentarze | skomentuj (+)
     - Soy Patrycja y tengo 19 años. Vivo en Kraków. Tengo un hermano y una hermana...
     Powiedzenie "od zawsze lubiłam języki" jest nieco przesadzone. W końcu przez całą podstawówkę uczyłam się zaledwie angielskiego, dopiero potem w gimnazjum ruszyłam niemiecki, żeby doskonalić go w liceum (właściwie, to rzuciłam się tam na głęboką wodę) i dopiero w liceum liznęłam trochę rosyjskiego i hiszpańskiego. Właśnie, słowo "liźnięcie" jest chyba idealnym określeniem.
     Pod koniec września zeszłego roku razem z moim bratem zaczęliśmy się uczyć hiszpańskiego. Ja, lat dziewiętnaście i on, lat dwanaście. Warto zauważyć, że on zaczął naukę miesiąc wcześniej, a już po może drugiej lekcji byliśmy mniej więcej na równi, jeśli chodzi o poziom. W sumie nic dziwnego, wziąwszy pod uwagę fakt, że ja rzeczywiście się uczyłam, no i miałam już wyrobione sposoby na naukę. Przychodziła do nas przemiła studentka iberystyki, ale pojawiła się dosłownie kilka razy, a potem przestała, bo zmiany planu, bo kolokwia, bo zaliczenia, a nam jakoś brakło zapału do znalezienia kogoś w zastępstwie. Poza tym sama też miałam mało czasu. W tym wypadku hiszpański trochę zanikł, schował się między książki i tam tkwił.
Szablon wykonany przez Patrycję Grzyb dla bloga
Z J A D L A M - S Z M I N K E.pl
2017 | All Rights Reserved

kontakt: wanilijowa@gmal.com